piątek, 24 października 2014

Rozdział 5

Kitsune przewróciła się na łóżku i otworzyła sklejone oczy. Miała trudności z ocenieniem podłoża i upadła na podłogę chwilę potem. Uśmiechnęła się do siebie uroczo i jak gdyby nigdy nic otrzepała się szybko siadając na brzegu kanapy. Osiem minut później dotarło do niej, że nie jest w swoim łóżku. To nie jest jej dom.
- Scott? - szepnęła cicho nie chcąc budzić jego matki, która mogła wrócić po nocnej zmianie. - Hej, gdzie jesteś? Scott.
Chłopak uniósł środkowy i wskazujący palec w górę. Leżał na podłodze. Kira szybko przeskoczyła łóżko i podciągnęła McCalla w górę.
- Scott, ja chciałam ci... bo wczoraj byłam w kuchni...
- Kira, potem. Teraz musimy zająć się tą dziewczyną.
Zupełnie wypadło jej z głowy. W domu Scott'a była uwięziona niezwykle piękna dziewczyna, nic dziwnego, że nie miał czasu słuchać Yukimury.
- Tak, faktycznie... - przeczesała dłońmi splecione włosy. - Zapomniałam.
Scott uśmiechnął się smutno.
- Nic nie szkodzi.
Podniósł się z gracją i ruszył na strych. Przez parę sekund wspominał wczorajsze zachowanie Stilinski'ego. Obawiał się, że to może grypa... ale to z pewnością nie należało do objaw:

Stiles walnął pięścią w drzwi i wszedł z głuchym trzaskiem do środka omiatając wszystko wzrokiem. Jego oczy spoczęły na oczach Scott'a, a przyjaciel cicho syknął jak wściekły wąż. McCall zdezorientowany podszedł do przyjaciela i intensywnie się w niego wpatrywał, aż dziwny chłód, który dało się od niego odczuć powoli odpływał.
- Stiles, coś się stało?
Nisi a malis guys pati.
Scott prawie przestał oddychać słysząc nieludzki dźwięk wydobywający się z gardła jego przyjaciela.
- Stiles...
- Lydia mnie tego nauczyła. To znaczy "słoneczne dni" - przemówił z powrotem swoim głosem.
Powiedział i wyszedł.

Zanim zdążył przypomnieć sobie coś jeszcze, ujrzał przed sobą strych zawalony całą masą przeróżnych śmieci "zabitych przez czas". Matka nie chciała ich wyrzucić przez sentyment, więc stały tam czekając na zbawienie. Zbawienie, które nie nadejdzie.

~*~

- NIE! - wrzasnęła już trzynasty raz ściskając kurczowo pościel w niebieskie pasy. 
Stiles z przestrachem spojrzał na swoją przyjaciółkę i odgonił myśl, która pragnęła ją przytulić. Nie rób tego, Stiles. Nie teraz. Chwilę spokoju zagłuszyła Banshee zaczynając się rzucać po łóżku i mruczeć, jak wściekły kot. Tym razem musiał zareagować, czuł, że zaczyna tracić rozum. Ruszył powoli w stronę miotającej się Martin i lekko szturchnął ją otwartą dłonią. Lyds złapała ją w zastraszająco szybkim tempie i otworzyła oczy spoglądając na zdezorientowaną minę Stiles'a. 
- Prz...przepraszam. Ja. To był zły sen - pokręciła lekko głową i wyszła spod kołdry. - Muszę.. iść. Dziękuję, za wszystko.
To wszystko stało się tak szybko. Nawet nie spytała, która godzina i co tu robiła.
Nie dając chłopakowi dojść do słowa opuściła pokój zbierając buty po drodze.
- Kocham cię - usłyszał cichy szept, który dochodził od drzwi jego pokoju.
W progu stała Lydia chowając się za ścianą. Rzuciła jeszcze tylko uroczym uśmiechem, który stopiłby nie jedno serce, po czym wyszła zamykając drzwi. Stilinski prawie upadł na ziemię.

~*~

- Scott? Nie ma cię już z dwadzieścia minut! Żyjesz tam? - Kira powoli pokonywała stopnie, które prowadziły do najintymniejszej części domu państwa McCall. Scott siedział "po turecku" łokcie trzymając na kolanach oglądając jakieś fotografie. 
- Kira! - uśmiechnął się pokazując jej własne zdjęcie, kiedy zajada się lodami. 
To było pierwsze zdjęcie, które zrobił jej Scott. Uśmiechnęła się.
- Rajciu, potem goniłam cię kilka minut, żebyś je usunął - wspominała.
Scott kiwnął głową.
- Tia, potem prawie mnie zabiłaś - zaśmiał się cicho palcem dotykając policzka Kiry na zdjęciu.
- A...ym...co z dziewczyną? 
McCall pacnął się w głowę. Rzucił fotografie Kiry w kąt i ruszył otworzyć wilczycę. Kitsune zabrała zdjęcie i ruszyła z wściekłością za przyjacielem.
Scott zabierał się za otwieranie, a Kira tymczasem rwała fotografię na kawałki. 
- Co wy zrobiliście, idioci?! - dało się usłyszeć głośny huk, kiedy skrzynia się otworzyła. Kira czuła, że będzie potrzebny miły, uspokajający głos do tej roboty. 
- Halo? - w słuchawce odezwał się męski, ciepły głos.
- Stiles, przyjedź na sekundkę, proszę - mruknęła do telefonu i zaczęła wyciągać wilczycę...

~*~

Malia, bo tak miała na imię, wierciła się niespokojnie w fotelu na przeciwko Stilesa. Chłopak już po raz dziesiąty próbował skleić jakieś zdanie.
- No i to...rozu...nie. Nie dam rady. Ona mnie, hm, jakby to powiedzieć - przejechał ręką po włosach nie odwracając wzroku od pięknej brunetki. 
- Rozprasza? - zasugerowała Kira wchodząc z sokiem jabłkowym do pokoju.
Chwilę mierzyła Stilinskie'go wzrokiem. Nie przypominał tego chłopaka z wczorajszego wieczoru. Coś jej nie pasowało. A mianowicie wyraz twarzy. Ten Stiles promieniał, a tamten miał w oczach... chłód.
- Dokładnie, rozprasza! Ja nie... może pogadam z nią na osobności?
Scott spojrzał na Kirę, oboje kiwnęli głowami i w ciszy wyszli z pokoju. Gdy tylko drzwi się umknęły Malia skoczyła na Stilesa i unieruchomiła w trzy sekundy.
- Co chcecie zrobić? Mów, teraz!
- Spokojnie! Bez przemocy - uśmiechnął się kojąco pomimo pieczenia w nadgarstkach, kiedy Malia wbijała mu pazury.
- Zamknęliście mnie w jakimś pudle na całą noc!
Stiles odkaszlnął znacząco.
- Zabiłabyś nas i każdego człowieka, którego byś spotkała gdyby nie my. Powinnaś być bardziej wdzięczna, słońce - westchnął niepocieszony zwalając ją z siebie. Usiadł ponownie na niepościelonym łóżku przyjaciela i posadził obok siebie wilczycę.
- Następnym razem po prostu... - chciał jeszcze dodać, ale coś przyszpiliło się do jego warg.
Jej usta.

~*~

Banshee otworzyła drzwi do domu państwa McCall. Były otwarte, a poza tym Scott jeszcze nigdy jej za to nie zbeształ. Weszła po schodach stukając cichutko swoimi, nowymi Loubotine'ami i podśpiewując pod nosem francuską piosenkę, którą śpiewała jej mama kiedy nie mogła zasnąć w burzliwe noce. I wcale nie chodziło o pogodę.
- Hej, czemu stoicie w korytarzu? Jakieś zebranie? Super. A gdzie Stiles? - zalała falą pytań znużoną Kirę i niespokojnego Scott'a. Uśmiechnęła się przy tym uroczo.
Kira odwzajemniła uśmiech milcząc.
- W pokoju, próbuje pertraktować z tą wilczycą - odparł Scott klepiąc przyjaciółkę po plecach.
Lydia ze zrozumieniem pokiwała głową.
- Myślicie, że mogę wejść? Chciałabym chwilę z nim pogadać. I... przeprosić - skuliła głowę i spojrzała na nich spod fali długich rzęs.
- Chyba tak. Wejdź.
Martin chwyciła delikatnie za klamkę i nacisnęła. Drzwi otworzyły się, a jej oczom ukazała się scena rozdzierająca serce. Malia siedziała okrakiem na Stilinski'm, który wplatając ręce w jej włosy całował namiętnie. Lydia wstrzymała oddech, a Scott i Kira wspólnie otworzyli usta w niemym krzyku. Banshee wycofała się i rzuciła do ucieczki. Musiała zaczerpnąć powietrza. Szybko.
Wybiegła przez frontowe drzwi i zaczęła łykać haustami wilgotne powietrze Beacon Hills. Poczuła ciarki, które roznosiły się po jej ciele. Głowa zaczęła być bardzo ciężka, a powieki same się zamykały. Ktoś stał za nią z zabójczym uśmiechem.

~*~

Nie mogła poruszać palcami. Każda pojedyncza kończyna była zdrętwiała i niezdolna do ruchu. Otworzyła szeroko oczy i zauważyła tańczące gwiazdki na niebie, które wręcz śmiały się jej w twarz. Noc zapowiadała się bezchmurna. Miękkie posłanie z liści ułatwiało jej trwanie w bólu, ale to nie było najważniejsze. Nadal czuła ten chłód. Ten chłód, który odbierał jej czucie. Nieludzki chłód.
- Lydia, wstań.
Głos, który wywoływał w niej spokój. Ten, który należał do jednego z ważniejszych. Do tego, który się z niej naigrawał chwilę wcześniej całując obcą dziewczynę. Stiles? To nie mógł być ten sam człowiek. Stał do niej bokiem. Mocno podkrążone oczy, blada skóra i ten chłód. Lydia nie mogła się tego pozbyć. Cała drżała.
- Powiedziałem, wstań.
- Nie mogę, Stiles! - pisnęła próbując wykonać chociażby pojedynczy ruch palcem.
Zaśmiał się pogardliwie.
- Nie jestem Stiles - wrzask, który wydobył się z jego ciała ewidentnie na to wskazywał.
Martin zamarła.
- Więc - rozpoczęła Banshee spokojniejszym głosem niż się spodziewała. - kim jesteś?
Stiles, bądź NieStiles, przekręcił głowę o 45 stopni i wydął usta. Lydia trwała w ciszy prawie umierając na zawał, kiedy w końcu ukląkł i wyciągnął rękę jakby chciał pogłaskać jej policzek. Pragnęła się odsunąć, ale nie dała rady. Chwilę potem uderzył ją, a ona straciła przytomność.



- Mówią mi Qetsijah.

czwartek, 9 października 2014

Rozdział 4.

Jechali.
Lydia z przygryzioną wargą wpatrywała się w pustą przestrzeń. Za oknem była straszna ulewa. Drzewa łamały się, a błyskawice oślepiały. Stiles ledwo dawał sobie radę za kierownicą.
- Stój- szepnęła w końcu Lydia.
- Nie mogę. Widzisz co się dzieje?
- Stój!- wrzasnęła i ścisnęła mocno siedzenie pasażera, aż jej palce zrobiły się zimne i sine.
- Lydia, uspokój się. Już staję- spojrzał na nią z przejętym wzrokiem. Zjechał na jakąś wąską dróżkę, która prowadziła do lasu.
Lydia odetchnęła.
 - Czuję... Czuję coś złego. Coś złego się tu dzieje.
-  Znowu te twoje supernaturalne moce się odezwały?
Martin wyszła bez słowa z samochodu zostawiając otwarte drzwi. Do samochodu zaczęły wpadać duże krople deszczu.
- Lydia!- wrzasnął zdenerwowany Stiles. Wyszedł z samochodu aby zamknąć drzwi.- Lydia wracaj! Nie będę ciebie szukać po lesie w nocy...- zamknął drzwi. Wyłączył silnik, ale zostawił zapalone światła, na wypadek gdyby nie mógł wrócić. Ruszył za nią.
Lydia nie wiedziała gdzie idzie, ale podświadomie wiedziała czego szuka.
Ciała.
Martwego ciała.



 ~*~


Scott siedział na fotelu w swoim pokoju. Zapadła niezręczna cisza odkąd Stiles i Lydia wyszli. Kira oglądała ściany jakby znalazła w nich coś ciekawego.
- No- burknął Scott i położył się na łóżko patrząc na dziewczynę.- Co tam?
Yukimura zmieszała się.
- Po staremu- pokiwała głową.- A u ciebie?
- Te-e-e-ż.
Kira zaśmiała się drętwo.
- Pójdę po sok do kuchni, okej?
- Tak, pewnie idź- uśmiechnął się Scott, a gdy dziewczyna wyszła rzucił poduszką o ścianę.- Scott, ty idioto!

~*~


- Coś tu cuchnie- stwierdziła Lydia odgarniając przemoczone włosy.
- To ja! Nie mam wody w domu od tygodnia, a miałem dziś trening i nie zdążyłam się umyć.
- O fuj! Stiles!- odsunęła się obrzydzona Lydia.- Jak ty myjesz zęby?
- Wie-e-sz...- zaśmiał się nerwowo Stiles.- Jadę na miętówkach.
- Zaraz zwymiotuję- odrzekła Martin i zakryła dłonią usta.
Wędrowali jeszcze z trzydzieści minut. Zdawałoby się, że zataczali kółka, aż w końcu na coś natrafili. Coś zimnego w dotyku, bez ani jednej iskierki życia.
- S...Stiles- Lydia przełknęła ślinę i ustała sztywno przed drzewem. Przykucnęła i zaczęła macać ręką powierzchnię. Wrzasnęła.


~*~


Yukimura zeszła do kuchni po pomarańczowy sok. Chciała tym uniknąć niezręcznej atmosfery. Podeszła do lodówki i wyciągnęła dwulitrowy karton. Wyjęła szklankę, nalała soku i oparła się o blat koło lodówki. Naprzeciw niej leżała koperta. Zaklejona. Bez nadawcy i odbiorcy. Jedynie łaciński napis. Znała to już. Przerabiała z Lydią, ale co ta koperta robiła tutaj? Zagryzła wargę i odstawiła szklankę. Podeszła do koperty i już chciała ją wyrzucić.
- Prze...Przecież to nie ta sama... Otworzyć? Nie otworzyć? Nie powinnam... Ale to dla naszego dobra. Uhm, dobra, otworzę!- szepnęła, ale pierw przeczytała napis na kopercie.
Et hoc est illud 
A to znała. Znała bardzo dobrze, ale wolała się upewnić. Wybrała numer do Lydii, lecz nikt nie odbierał.
- Znakomicie... Kiedy jej potrzebuję, to zawsze jej nie ma.
Wpisała frazę w wyszukiwarkę. Wszystko było jasne. To znaczyło: A przecież ta pierwsza, jest tą ostatnią.
Wyjęła kremową kartkę drżącymi dłońmi. Łzy napływały do jej oczu. A na kartce widniało grubym drukiem imię: Allison.
Kira rozpłakała się cicho na środku kuchni.
- Dlaczego ona wciąż wraca?!- cisnęła kartką przez kuchnię. Była ciężka, więc bez problemu wzbiła się do lotu. Chciała zrobić to samo z kopertą, ale... Właśnie, ale. W kopercie znajdowało się szklane pudełeczko na kształt probówki. W środku była bezbarwna ciecz przypominająca wodę. Odkręciła malutki koreczek i powąchała.
Woda.
Ale? Po co ktoś miałby komuś wysyłać wodę?


~*~

- Uspokój się, Lydio! Uspokój się!- złapał ją za nadgarstki i delikatnie potrząsnął. Dziewczyna rozpłakała się i zaczęła wrzeszczeć. Obwiniała się.
- Gdybym wcześniej coś usłyszała. Gdybym wcześniej coś zobaczyła- kiwała przecząco głową obwiniając samą siebie za śmierć kobiety.
- Lydia!- krzyknął.
- Nie, nie...- dziewczyna ogłupiała. Miała pusty wzrok, jakby odplynęła, nie była w tym świecie.
- Lydio! Na moje oko, ona nie żyje już z 7 dni, spokojnie.
- Siedem dni. Siedem dni i nic nie zauważyłam...- zaczęła brać duże ilości powietrza do buzi.
Atak paniki.
- Lydia, Lydia. O Boże, masz atak paniki... ehm, co tu zrobić, co tu zrobić?
Chłopak sam zaczął panikować. Pamiętał co zrobiła kiedyś Lydia, kiedy to on miał atak paniki. Musi wstrzymać jej oddech.
Bez zastanowienia przylgnął do niej wargami i mocno ją objął. Przymknął oczy, a ich pocałunek trwał blisko minutę. W końcu oderwał się od niej i spojrzał w jej zeszklone oczy.
- Stiles... Czemu to zrobiłeś?
- Bo miałaś atak paniki i wiesz, powiedziałaś kiedyś, że wstrzymanie oddechu pomaga- powiedział to jednym tchem.
Martin uśmiechnęła się i pokiwała głową. Z jej ust wylatywała para. Stała w przemoczonej sukience i tenisówkach, a Stiles w podkoszulku i dżinsach. Na dworzu bylo blisko zero stopni.
- Dziekuję- przyłożyła oziębłą rękę do jego policzka.- Naprawdę- cmoknęła go w usta niczym czterolatka swojego brata, po czym odwróciła się do ciała.
- To co z nią robimy?
Spytała spoglądając na Stiles'a. Na jego widok zrobiło jej się cieplej na sercu. Coś mocniej zabiło. Coś silnego uderzyło do jej głowy. Uśmiechnęła się pod nosem. Teraz nawet trup nie jest w stanie jej wyprowadzić z równowagi.
Ponieważ mieli splecione dłonie.


~*~

Yukimura wytarła łzy i poprawiła włosy. Usiadła na stołku w oświetlonej kuchni i przyglądała się substancji.
Do drzwi ktoś zapukał trzy razy i dwa razy zadzwonił dzwonkiem.
Stiles.
On tak zawsze robił.
Otworzyła drzwi i zaskoczona uniosła brwi.
- Stiles? Aż tak padało?
Chłopak kiwnął głową i uśmiechnął się w dziwny sposób.
- Chodź, wejdź, zrobię Ci herbatę i pójdziesz się wysuszyć do Scott'a na górę.
Chłopak złapał Yukimurę za ramiona i ścisnął mocno. Powiedział zachrypniętym głosem.




 - Jest Scott?
- No, tak. To jego dom- otworzyła oczy w zdziwieniu. Co się z nim stało? 
 - Dobrze- uśmiechnął się niebezpiecznie jak na Stiles'a i ruszył na górę zostawiając za sobą mokre place.
Odwrócił się stojąc na schodach.
- Z dwiema łyżeczkami cukru- dodał.
Miał strasznie podkrążone oczy i podarte ubranie.
- Może chcesz z cytryną i miodem? Nie wyglądasz dobrze.
- POWIEDZIAŁEM Z DWIEMA ŁYŻECZKAMI CUKRU!- wrzasnął na cały dom, a lustro aż zadrżało.
Yukimura przełknęła ślinę i przytaknęła głową.
- W porządku.
Stiles, bądź ktoś o jego wyglądzie, ruszył na górę.
- Nie jesteś Stiles'em- mruknęła pod nosem.- Stiles słodzi pięć łyżeczek odkąd skończył cztery lata- burknęła przez zaciśnięte zęby.
Głos Stiles'a odezwał się w jej głowie.
- A teraz skończyłem siemnaście i piję z dwiema.

sobota, 4 października 2014

Rozdział 3

Po raz kolejny przewracała notatki mając nadzieję na jakiś nowy zapisek, ale ślęczała nad tym od kilku godzin, a żadne nowe słowo nie trafiło na kartkę. Długopis leżał kilka centymetrów od niej i czekał na użycie, ale Lydia padała z wysiłku. Chcąc nie chcąc rzuciła się na łóżko i w końcu zabrała telefon, który od godziny pokazywał nieodebrane połączenia od Stilesa. Odblokowała ekran i nacisnęła zieloną słuchawkę. Po pięciu sygnałach odezwał się zdenerwowany przyjaciel.
- H..hh..halo? - jąkał się i dyszał do słuchawki.
Lydia zmarszczyła brwi.
- Stiles? Co jest? Co się dzieje?
- Mamy problem, Lyds. A nawet kilka.
Przerażona Martin zaczęła wymyślać czarne scenariusze, a okropne sceny rozgrywały się w jej głowie. Opanowała drżenie rąk i stanowczo odparła:
- Zaraz będę.

~*~

Scott już kolejny raz zwymiotował do krzaków prowokując tym ból. Nie mógł tego robić w nieskończoność, ale działało. Oczy utrzymywały stały orzechowy kolor, a ręce nie kończyły się ostrymi pazurami. Stiles pilnie czuwając przy przyjacielu nie zauważył zbliżającej się Lydii z zastygłym wyrazem spokoju na twarzy. Zawsze udawało się jej zachować spokój, pozornie. Kira natomiast nie ukrywała przerażenia trzymając w ryzach wściekłą wilczycę, która już po raz trzeci zamachnęła się na Kitsune.
- Co się dzieje? Kim ona jest? - spytała Lydia bez ogródek stając przed nimi z rękoma splecionymi za plecami.
Kira odwróciła się do przyjaciółki i z ulgą stwierdziła:
- Dzięki Ci! Już chyba dwunasty raz dostałam od niej w twarz! 
Miała poszarpaną twarz i zmierzwione włosy, a ubranie całe w błocie.
- Hej, pytam... kim ona jest?
- Tak naprawdę nie wiemy... - Stiles zwrócił się do Banshee i klepiąc przy okazji Scott'a po plecach.
- Jak to? Nie wiecie? - Martin powoli wychodziła z siebie. Kira zaniemówiła.


- Jest wilkołakiem - wyjaśnił Scott podnosząc się z ziemi. - Mam podać ci jej pesel czy jak?!
Martin skuliła się i w duchu nawrzeszczała na siebie.
- Nie, przepraszam. Ja..ja tylko..ta cała sytuacja..nie jest normalna.
- Bycie wilkołakiem do jakiegoś momentu też nie było, potem się przyzwyczajasz - McCall oparł się o pień najbliższego drzewa. - Powinno zadziałać na godzinę...
- A co z nią? - pisnęła Kira padając na wilczycę, aby ją unieruchomić.
Lydia syknęła i podeszła do dziewczyn. Wzięła do ręki kawałek drewna i kazała odsunąć się Kitsune.
- Zwariowałaś? Ucieknie! - wrzasnął Stiles wraz z Kirą.
- Ktoś mógłby w końcu mi zaufać? - spytała przekornie Lydia.
Yukimura powoli odeszła i spoglądała na całą scenkę jak zamrożona. Lydia zręcznym ruchem dłoni wycelowała w krąg szyjny wilczycy i uderzyła ją. Ciężar powalił ją na ziemię, a dziewczyna zemdlała chwilę potem.
- Powinno zadziałać na godzinę - uśmiechnęła się do Scotta oddając pieniek Stiles'owi.

~*~

- Więc co? Mamy na głowie chorą psychicznie dziewczynę-wilkołaka, kilkunastogodzinną pełnię, Lydię zabójcę i rozgoryczoną Kirę? - wymieniał Scott kręcąc się w fotelu przy swoim biurku.
Cała piątka zebrała się u niego w domu. Dziewczynę zamknęli w sejfie.
- Nie jestem rozgoryczona. Lekko zdenerwowana - stwierdziła Kira siadając naprzeciw McCalla.
Lydia wydęła usta i zawiesiła nogi za ramę łóżka.
- A ja nie zabijam, to było konieczne uderzenie. Przeżyje...
Stiles wbiegł do pokoju i rzucił się na łóżko.
- Najgorsza godzina mojego życia - stwierdził chowając się za Lydią.
- Czy ty właśnie patrzysz na mój tyłek? - Lydia odwróciła się w stronę przyjaciela.
- Skarbie, nie doceniasz mnie - mrugnął porozumiewawczo i zamknął oczy.
Scott przekręcił oczami i wrócił spojrzeniem do zamyślonej Kiry.
- Ale skąd nagle ta pełnia? Te zabójstwa? To musi mieć jakiś związek, prawda? - stwierdziła na głos.
Wszyscy przyznali jej rację. 
- Hura, śledztwo - wykrzyknęła Lydia bez entuzjazmu rzuciła się na plecy Stiles'a. Chłopak wcale nie protestował.
- Zacznijmy od tego, że ktoś kto wysłał tę wiadomość pozabijał ludzi. Po drugie on z pewnością ma coś wspólnego z przedwczesną pełnią. Ale... po co to wszystko? - Stiles oparł głowę o poduszkę.
Kira znowu się zamyśliła.
- Tego musimy się dowiedzieć my.
Lydia szybko zmieniła temat rozmowy.
- Czemu nie widzieliśmy tej dziewczyny wcześniej?
W tym samym momencie dało się usłyszeć ciche wycie z sejfu tuż obok głowy Stilesa. Chłopak szepnął coś w jej stronę, a ta ucichła w oka mgnieniu. Martin tylko omiotła przyjaciela wzrokiem.
- Co ty jej powiedziałeś? - Scott prawie opluł Kirę wodą. - Rany, przepraszam.
Yukimura uśmiechnęła się uroczo i pokiwała głową. Lydia parsknęła śmiechem.
- Nic takiego - odparł Stiles tonem nieprzyjmującym sprzeciwu. Kolejne pytania mogłyby zakończyć się nagłą śmiercią pytającego. Martin spojrzała na zegarek wiszący nad drzwiami Scott'a i szybko wyskoczyła z łóżka. Dochodziła druga w nocy.
- Kira idziesz? - nie patrząc na przyjaciółkę zaczęła zbierać swoje rzeczy z ziemi, m.in. torebkę i klucze od mieszkania.
Kitsune przez chwilę przyglądała się Scott'owi i w końcu pokręciła głową.
- Pomogę chłopakom. Może razem coś wymyślimy - uśmiechnęła się delikatnie.
Martin wzruszyła ramionami łapiąc pęk kluczy w dłoń. Czekała ją półgodzinna droga do domu. Scott pomachał przyjaciółce, a Stiles ociężale zwlókł się z łóżka. 
- Podwiozę Lydię i zaraz wrócę.
- Nie prosiłam o pomoc, panie Szeptem Uciszę Przypadkową Laskę z Buszu, bo Jestem Taki Super - burknęła schodząc po schodach. 
Stilinski uparcie brnął za nią o mało nie wpadając na kwiaty pani McCall.
- Przepraszam, co to miało znaczyć? - spytał wpatrując się w jej podskakujące blond-rude fale.
Lydia przystanęła na chwilę i potrząsnęła głową delikatnie.
- Nic. Już nic. W sumie okej, odwieź mnie. Miejmy to za sobą.
Stiles wzruszył ramionami wyjmując klucze od niezawodnego Jeepa.
- Jak chcesz.

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 2

Kira zaniemówiła. Nie znała długo Allison, ale wiedziała, że nie była złą osobą. Owszem, polowała, ale to dlatego? Podkuliła nogi, po czym na nich usiadła delikatnie odbijając się od materacu łóżka Lydii.
- Alli...
- Nie! Allison nie była zła. Ona była moją przyjaciółką!- do oczu Lydii napłynęły łzy. Wyglądały tak, jakby zamiast łez miała wylecieć krew.
- To nie wiem... A może... ech, nie- mruknęła.
- O co chodzi Kira?
- Bo wiesz. Może ta osoba wysyła nam imiona swoich ofiar, żebyśmy się domyślili kto to.
- Ale Allison nie zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach jak reszta. Widziałyśmy to, pamiętasz? Została przebita mieczem.
Kira zagryzła wargę. Bardzo dobrze to pamiętała. Ciągle miała tą scenę przed oczyma. Gdyby nie Allison, jej by nie było. Uratowała ją. W pewnym sensie...
- No nic...- zamyślona dodała ze wzrokiem utkwionym w różowym dywanie.- Muszę iść. Spóźniłam się już na trening. I tak mam przechlapane. Znasz trenera- zaśmiała się.
- Nie rozumiem, jak ty możesz grać w lacrossa, przecież to męski sport...- mruknęła Lydia chowając do szufladki kopertę.
- Nieźle chwytam- zaśmiała się i pomachała jej.- Spotykamy się u Scott'a o 20, pamiętasz?
- Tak... Pewnie, że pamiętam.

~*~

Kira dotarła do szkoły spóźniona na jeden godzinny trening.
- Yukimura!- usłyszała przeszywający krzyk. Ustała skulona tyłem do trenera, przymknęła oczy i zagryzła wargę.Odwróciła się na pięcie ostrożnie i omal nie wleciała w mężczyznę, który stał centralnie przed nią.
- Tak?
- Opuściłaś pierwszy trening. Tak samo McCall. Gdzie on do cholery jest?! Nie mów, że znowu zabrał Cię na randkę do Meksyku, bo oszaleję.
- Na randkę do Meksyku? Nigdy mnie nie zabrał do...
- KIRA!- wrzasnął Scott biegnąc przebrany w strój do lacrosse'a.- Tu jesteś! Szukałem Ciebie po całej szkole. Nieładnie tak się spóźniać...
- Ale..
- McCall! Jeszcze raz, a będziesz siedział na ławce!
- Trenerze...- zaśmiał się Scott.
- Tak, wiem, że nie będziesz. Bez Ciebie nie damy rady- mruknął.- Yukimura, masz 5 minut na przebranie się!- wykrzyknął wymachując jak oszalały rękoma i wyszedł.
Kira skrzyżowała ręce.
- Kiedy niby zabrałeś mnie na randkę do Meksyku, huh?
McCall się zmieszał.
- Zapomniałaś, że masz pięć minut? A właściwie to już tylko cztery- ruszył ku wyjściu, ale za chwilę się wrócił.- A, no i trener myśli, że zabrałem, więc jak coś to mów, że tak- puścił jej oczko i wyszedł.

~*~

Lydia złapała się nerwowo za głowę.
- Przecież musi być jakaś odpowiedź- klęczała na dywanie nad kopertą.- "Jedynie źli cierpią", "Jedynie źli cierpią"- powtarzała non stop. Z transu wyrwał ją dźwięk telefonu. Wrzasnęła wystraszona na cały dom. Dobrze, że nikogo nie było. Podniosła się by sprawdzić kto dzwoni.
Stiles.
Nie. Nie odbierze. Jest zajęta czymś innym- wpatrywała się w telefon, który wyświetlał zdjęcie Stiles'a.
- No rozłącz się...- mruknęła i ponownie przysiadła na dywanie wpatrując się w kopertę.- Przecież musi być jakieś wyjście. Przecież muszę znać odpowiedź- złapała się za głowę i wrzasnęła, a lustro w jej pokoju roztrzaskało się na miliony kawałków. 


~*~ 

- Lydia, Lydia, Lydia, no dalej!- Stiles krążył nerwowo przy ławce rezerwowych.- Co się z tobą dzieje...?- mruknął i usiadł kładąc kask koło siebie. 
Scott podbiegł do niego zadowolony, ale widząc zdenerwowanego przyjaciela, a przede wszystkim jego opadniętą grzywkę, usiadł koło niego i położył dłoń na jego ramieniu.
- Stary... Wiem, czuję twój ból.
- Poważnie? Nawet nie wiesz jak mi trudno. Nie wiem co zrobić...
McCall kiwnął z powagą głową.
- Ojciec zabrał Ci żel do włosów?
- C..Co?- spytał marszcząc czoło Stiles.
- Nic!- wykrzyknął.- Więc to nie o to chodziło- skarcił samego siebie w swoich myślach.
- Lydia nie odbiera telefonu...
- Jakby to był pierwszy raz...- mruknął.- Nie przejmuj się. Pewnie ma 1001 ciekawszych zajęć- uśmiechnął się.
- Nie rozumiesz Scott. Coś się dzieje. Z nią coś nie tak- przejechał dłonią po włosach.- O faktycznie muszę sobie kupić żel!
- McCall! Stilinski!- wykrzyknął trener i gwizdnął do nich.- Ruszcie swoje tyłki i na boisko!
- Idziemy!- odpowiedział Scott.- No cho... A kto to?- spytał widząc piekną dziewczynę, która usiadła na trybunach.
- Kto?- Stiles odwrócił się.- Ołchocho- przetarł dłońmi oczy.- Też to widzisz?
- Tak- dodał Scott zahipnotyzowany.
- Chłopaki!- zaśmiała się Kira zdejmując kask.- Co z wa... Scott! Czemu ty tak na nią patrzysz?
- Bo... Spodobała się Stiles'owi i... Ech, wszystko Ci wyjaśnię- zabrał Kirę na boisko co chwilę się odwracając.
Stillinski uważnie obserwował dziewczynę. Blondynka o.. właśnie, o jakim kolorze oczu? To go zdziwiło. Z brązowego koloru zmieniły się w błękit na widok księżyca.
- Wilkołak- mruknął pod nosem.- Scott!- odszedł powoli dając długie kroki, a potem odwrócił się i zaczął biec w stronę Kiry i Scott.- Scott! Scott?- zatrzymał się widząc, jak chłopak klęczał na trawie.
- Stiles. Dlaczego księżyc jest już w pełni?! Nie ma nawet 18!
- Nie mam pojęcia, ale musimy go zabrać. Ją też- wskazał na dziewczynę siedzącą na trybunach.- To wilkołak.  

sobota, 6 września 2014

Rozdział 1

Lydia niemrawo mruknęła do samej siebie i przeciągnęła się jak kot z gracją schodząc z łóżka. Przez okno wlewały się strumienie światła dziennego. Dłonią przeczesała niesforne, truskawkowe loki i zaczęła mrugać intensywnie widząc w kącie pokoju zarys.. wilka. Podskoczyła, kiedy tylko nieproszony gość ruszył się z miejsca i natychmiast wrócił do ludzkiej postaci.
- Scott! - wrzasnęła rzucając w niego zgniecioną poduszką z kwiatowym wzorem.
Zacisnęła dłonie w pięści, aby nie pokazywać roztrzęsionych rąk i spojrzała na przyjaciela znad długiej fali rzęs. Chłopak omiótł ją wzrokiem i spoczął na oczach.
- Co? Czemu patrzysz tak jakbym zabiła ci szczeniaka? - warknęła nieświadoma swojego tonu.
McCall tylko spiorunował ją wzrokiem.
- Lydia od kilku dni słyszę tylko..eh...około milion wiadomości o niewyjaśnionych morderstwach! - wykrzyknął wymachując rękoma jak opętany.
- A ja jestem waszym pieskiem od morderstw i mam wywąchiwać każdego trupa? To tak nie działa!
Otworzyła okno, a wiatr zmierzwił jej kołtuny. Ręką wskazała Scott'owi podwórko przed jej domem.
- Nie. Będę. Waszym. Pieskiem.
Wilkołak szybko wyskoczył, przy okazji obdarzając ją przepraszającym wzrokiem. Gdy już wylądował gładko na ziemi pokazała mu środkowy palec.

~*~

- Mam nadzieję, że dziś nie wejdzie mi w drogę. Może jest wilkołakiem, ale ja mam pięści - warknęła Martin przemierzając szkolny korytarz w poszukiwaniu Stiles'a.
- I nadmierną energię. Lydia, dość! Zajmijmy się lepiej tymi ciałami... - westchnęła niewesoło Kira spoglądając na ogłupiałą przyjaciółkę.
Poprawiła bluzkę i zamknęła szafkę z głuchym trzaskiem, w tym momencie kiedy Lydia straciła panowanie.
- Nie będę dla was niuchać! Jak już mówiłam, nie jestem pieskiem! Jestem Ban..
Yukimura szybko zareagowała zatykając Banshee buzię i zabierając ją do damskiej łazienki.
- Nie chciałam cię urazić, ale tu chodzi o ludzkie życia, Lyds - uśmiechnęła się słabo.
Martin kiwnęła głową.
- Wiem. Ale nie traktujcie mnie jak tropiciela. Jestem tylko Banshee.
- Wszyscy wiemy i szanujemy to. Jesteśmy ci za wszystko wdzięczni - Kira mówiła głosem swojego ojca.
Lydia podeszła do umywalki i spojrzała na swoje odbicie.
- To nie były zwyczajne morderstwa. Tu jest coś złego. Mogę to wyczuć. Coś bardzo, bardzo złego, Kira.
Jej odbicie się zamazało, a w lustrze ukazały się krwawe twarze zmarłych osób. Czasami zniekształcone wilkołaki, czasami kitsune. Mrugnęła parę razy odganiając piekielne obrazy. Kiedy rzeczywistość ją pochłonęła w oddali zobaczyła leżącą Kirę. Miała na ramieniu krwawy znak przypominający niemiecką swastykę. Miała zamknięte oczy i nie oddychała. Martin napięła się jak struna i z całych sił wykrzyknęła prosząc o pomoc.
- Kira, hej. Kira, trzymaj się! Zaraz ktoś przyjdzie, spokojnie - głaszcząc przyjaciółkę po ręce wygłaszała uspokajające hasła z wizyt u psychologa. Do łazienki wbiegł zdyszany Stiles, a za nim trener z apteczką.
- Damska toaleta naprawdę jest pachnąca. Sikacie perfumami? - spytał Stilinski pomagając wstać przerażonej Lydii.
- Nie teraz - mruknęła tylko spoglądając na bezwładne ciało Kiry i stojącym nad nią trenerem z elektrodami w dłoniach.
- Wie pan jak tego używać?! - wrzasnęli oboje.
Trener rzucił Stiles'owi laminowany tytuł ratownika medycznego i przystąpił do działania. Lydia odwróciła wzrok i schowała się za plecami przyjaciela.
- Czy ją to boli? - spytała naiwnie.
Stiles złapał ją w talii i zupełnie przyćmił jej widok. Usłyszała bzyczenie elektrod i cichy oddech Kiry.
- Dzięki Bogu - szepnęła Lydia kucając koło Kitsune.
- Też widziałaś te twarze?
Martin milcząco pokiwała głową. To oznaczało same kłopoty.

~*~

- Po lekcjach musimy spotkać się ze Scott'em - stwierdziła Kira zabierając z niebieskiej szafki przyozdobioną jej numerem w drużynie lacrosse'a, zeszyt od historii. Miała zajęcia z ojcem.
- To nie może czekać. Kira, to było straszne. To nie było to zwykłe zło, które zazwyczaj zdarza nam się widywać, jak na przykład koturny do dresów Kelly Anderson. To było zło w czystej postaci.
- Bez przesady. Widzieliśmy Stiles'a jako Nogitsune. Nic nie jest w stanie mnie zdziwić - uśmiechnęła się uroczo i ruszyła do klasy.
- Oj, uwierz mi, że może.
Lydia rzuciła torbę na koniec korytarza i wybiegła ze szkoły.

~*~

Kira obejrzała się za przyjaciółką zszokowana. Nigdy nie zostawiała swojej kosztownej torby, a zwłaszcza nią nie rzucała.
- Cóż...- odwróciła się na pięcie i na palcach podeszła do torby. Musiała być cicho, gdyż trwały lekcje, a jej buty na obcasie stukały dzięsięć razy głośniej niż normalnie. Przewiesiła torbę przez ramię, a potem wrzuciła do swojej szafki. Zatrzasnęła ją jak najciszej potrafiła, a ponieważ jej szafka była uszkodzona, otwierała się co chwilę.
- Boże!- warknęła po dziesiątej próbie zamknięcia jej. Trzasnęła drzwiczkami, a po szkole rozniosło się głuche echo.
- Kira!- usłyszała gruby, męski głos.- Do klasy.
- Idę tato...- mruknęła i ze spuszczoną głową ruszyła do środka sali od historii.


Lekcja upłynęła szybciej niż się mogło zdawać. Wykład o Hiroszimie. Niech będzie.
Jeszcze trening i do domku!- pomyślała Kira uśmiechając się od ucha do ucha. To był strasznie męczący dzień!
- Jutro porozmawiamy o Nagasace. Poczytajcie... albo idźcie na przerwę skoro i tak nikogo już nie ma...- mruknął pan Yukimura zasiadając do biurka.

Pięciominutowa przerwa. Nim wszyscy zdążyli dojść do klasy zadzwonił dzwonek, a korytarz opustoszał w zaledwie cztery sekundy.
- Od kiedy to licealiści są tacy punktualni...?- mruknęła pod nosem patrząc na zegarek. Otworzyła szafkę kodem "5472" co zaszyfrowane znaczyło Kira. Ze środka wyleciała koperta. Ozdobna, zaklejona, bez nadawcy ani adresata. Jedyne co było na kopercie to napis: Nisi a malis guys pati.
  - Łacina?- zdziwiła się, ale nie potrafiła tego odczytać. Znała tylko podstawowe zwroty. Ale wiedziała kto umie czytać po łacinie... Lydia.
Dziewczyna otworzyła zgrabnymi palcami kopertę i wyjęła sztywną kartkę idealnie pasującą do rozmiarów kremowej koperty. Kursywą było napisane tylko jedno, jedyne słowo. A raczej imię.

~*~

- Allison?- spytała Lydia wpatrując się w równie kremową kartkę co koperta.- Ale co to ma znaczyć? Ona przecież nie żyje.
- Tak sobie myślałam... że może za jej śmierć odpowiedzialna jest ta sama osoba, która atakuje mieszkańców Beacon Hills.
- Nie możemy wyciągać pochopnych wniosków. Może chodzi tu o coś innego- wzruszyła ramionami.
 Kira wyjęła z kieszeni kurtki kopertę.
- A zerknij na to...- podała jej kopertę, na której ozdobną czcionką napisane były słowa.- To łacina, prawda?
- Tak..- stwierdziła zafascynowana Lydia. Nie sypiała dobrze. Jej twardówki były krwistego koloru. Pewnie miała też podkrążone oczy, ale wszystkie niedoskonałości zakryła makijażem.
- Co to znaczy?- spytała po krótkiej chwili Kira wdychając głośno powietrze.
- Poważnie? Nie znasz takich prostych słów?- uniosła brwi zdziwiona.
- Lydia...
- To znaczy- odchyliła głowę do tyłu wpatrując się w sufit pokryty małymi gwiazdkami, które po zgaszeniu światła świeciły w nocy. Miało na celu pomóc jej zasnąć. Zamrugała kilka razy i przygryzła czerwoną wargę.- To znaczy... "Jedynie źli cierpią".

czwartek, 4 września 2014

Prolog.

Kolejny atak miał miejsce w parku z Beacon Hills- dobiegł ich głos z telewizora.- Tym razem w niewyjaśnionych okolicznościach został zabity nauczyciel chemii z pobliskiej szkoły. Co najciekawsze nie ma na jego ciele żadnych obrażeń. Policja nadal szuka tropów. Przez jakiś czas radzi się zostać państwu w domach- prezenterka skończyła, gdyż ktoś jej przeszkodził. Podano jej nowy tekst. Czytając to skrzywiła się.- Em... Kolejne niewyjaśnione zdarzenie. Pracownik banku wybudził się po trzech dniach odkąd stwierdzono u niego zgon. Przypominamy, że zmarł na skutek zawału. Jak to się stało, że się wybudził? Policja, a także i lekarze z Beacon Hills Hospital próbują dowiedzieć się w jaki sposób mogło do tego dojść.


- Słyszałaś nowe wieści?- spytała Kira rozmawiając przez telefon z Lydią.
- Tak, tak...- dodała po dłuższej chwili dziewczyna.
- Jesteś Banshee, niczego nie usłyszałaś? Nie napisałaś?
- Kira, to tak nie działa...
- O, poczekaj mam drugi telefon, zaraz wrócę. Halo?- nikt się nie odezwał.- Halo?- powtórzyła.
- Uważajcie- usłyszała zachrypnięty głos. Połączenie zostało momentalnie zerwane.
- Lydia?- spytała Kira przełączając się do ich rozmowy.
- Co?
- To dziwne.. Ktoś kazał nam uważać, a nawet nie powiedział o co chodzi.
- Nie panikuj. Pewnie jakieś dzieciaki robiły sobie żarty...





- Żarty?- mruknął sam do siebie chłopak w ich wieku.- To nie są żarty...- nabrał powietrza nosem.- Już wkrótce zapanuje tu porządek- uniósł słoik wypełniony na pierwszy rzut oka wodą.- Już wkrótce- powtórzył i odwracając się na pięcie ruszył do leżącego worka na ziemi. Ktoś mocno się w nim wierzgał. Chłopak otworzył słoik, zanurzył w nim dwa palce, a następnie dotknął nimi czoła leżącej osoby. Nie trwało to nawet dwóch minut, aż kobieta będąca w worku z grymasem na twarzy zamknęła oczy. Na zawsze.
- Byłaś złą osobą, a teraz smaż się w piekle- mruknął z ponurym uśmiechem po czym przerzucił sobie ciało kobiety przez ramię i wyszedł.