- H..hh..halo? - jąkał się i dyszał do słuchawki.
Lydia zmarszczyła brwi.
- Stiles? Co jest? Co się dzieje?
- Mamy problem, Lyds. A nawet kilka.
Przerażona Martin zaczęła wymyślać czarne scenariusze, a okropne sceny rozgrywały się w jej głowie. Opanowała drżenie rąk i stanowczo odparła:
- Zaraz będę.
~*~
Scott już kolejny raz zwymiotował do krzaków prowokując tym ból. Nie mógł tego robić w nieskończoność, ale działało. Oczy utrzymywały stały orzechowy kolor, a ręce nie kończyły się ostrymi pazurami. Stiles pilnie czuwając przy przyjacielu nie zauważył zbliżającej się Lydii z zastygłym wyrazem spokoju na twarzy. Zawsze udawało się jej zachować spokój, pozornie. Kira natomiast nie ukrywała przerażenia trzymając w ryzach wściekłą wilczycę, która już po raz trzeci zamachnęła się na Kitsune.
- Co się dzieje? Kim ona jest? - spytała Lydia bez ogródek stając przed nimi z rękoma splecionymi za plecami.
Kira odwróciła się do przyjaciółki i z ulgą stwierdziła:
- Dzięki Ci! Już chyba dwunasty raz dostałam od niej w twarz!
Miała poszarpaną twarz i zmierzwione włosy, a ubranie całe w błocie.
- Hej, pytam... kim ona jest?
- Tak naprawdę nie wiemy... - Stiles zwrócił się do Banshee i klepiąc przy okazji Scott'a po plecach.
- Jak to? Nie wiecie? - Martin powoli wychodziła z siebie. Kira zaniemówiła.
- Jest wilkołakiem - wyjaśnił Scott podnosząc się z ziemi. - Mam podać ci jej pesel czy jak?!
Martin skuliła się i w duchu nawrzeszczała na siebie.
- Nie, przepraszam. Ja..ja tylko..ta cała sytuacja..nie jest normalna.
- Bycie wilkołakiem do jakiegoś momentu też nie było, potem się przyzwyczajasz - McCall oparł się o pień najbliższego drzewa. - Powinno zadziałać na godzinę...
- A co z nią? - pisnęła Kira padając na wilczycę, aby ją unieruchomić.
Lydia syknęła i podeszła do dziewczyn. Wzięła do ręki kawałek drewna i kazała odsunąć się Kitsune.
- Zwariowałaś? Ucieknie! - wrzasnął Stiles wraz z Kirą.
- Ktoś mógłby w końcu mi zaufać? - spytała przekornie Lydia.
Yukimura powoli odeszła i spoglądała na całą scenkę jak zamrożona. Lydia zręcznym ruchem dłoni wycelowała w krąg szyjny wilczycy i uderzyła ją. Ciężar powalił ją na ziemię, a dziewczyna zemdlała chwilę potem.
- Powinno zadziałać na godzinę - uśmiechnęła się do Scotta oddając pieniek Stiles'owi.
~*~
- Więc co? Mamy na głowie chorą psychicznie dziewczynę-wilkołaka, kilkunastogodzinną pełnię, Lydię zabójcę i rozgoryczoną Kirę? - wymieniał Scott kręcąc się w fotelu przy swoim biurku.
Cała piątka zebrała się u niego w domu. Dziewczynę zamknęli w sejfie.
- Nie jestem rozgoryczona. Lekko zdenerwowana - stwierdziła Kira siadając naprzeciw McCalla.
Lydia wydęła usta i zawiesiła nogi za ramę łóżka.
- A ja nie zabijam, to było konieczne uderzenie. Przeżyje...
Stiles wbiegł do pokoju i rzucił się na łóżko.
- Najgorsza godzina mojego życia - stwierdził chowając się za Lydią.
- Czy ty właśnie patrzysz na mój tyłek? - Lydia odwróciła się w stronę przyjaciela.
- Skarbie, nie doceniasz mnie - mrugnął porozumiewawczo i zamknął oczy.
Scott przekręcił oczami i wrócił spojrzeniem do zamyślonej Kiry.
- Ale skąd nagle ta pełnia? Te zabójstwa? To musi mieć jakiś związek, prawda? - stwierdziła na głos.
Wszyscy przyznali jej rację.
- Hura, śledztwo - wykrzyknęła Lydia bez entuzjazmu rzuciła się na plecy Stiles'a. Chłopak wcale nie protestował.
- Zacznijmy od tego, że ktoś kto wysłał tę wiadomość pozabijał ludzi. Po drugie on z pewnością ma coś wspólnego z przedwczesną pełnią. Ale... po co to wszystko? - Stiles oparł głowę o poduszkę.
Kira znowu się zamyśliła.
- Tego musimy się dowiedzieć my.
Lydia szybko zmieniła temat rozmowy.
- Czemu nie widzieliśmy tej dziewczyny wcześniej?
W tym samym momencie dało się usłyszeć ciche wycie z sejfu tuż obok głowy Stilesa. Chłopak szepnął coś w jej stronę, a ta ucichła w oka mgnieniu. Martin tylko omiotła przyjaciela wzrokiem.
- Co ty jej powiedziałeś? - Scott prawie opluł Kirę wodą. - Rany, przepraszam.
Yukimura uśmiechnęła się uroczo i pokiwała głową. Lydia parsknęła śmiechem.
- Nic takiego - odparł Stiles tonem nieprzyjmującym sprzeciwu. Kolejne pytania mogłyby zakończyć się nagłą śmiercią pytającego. Martin spojrzała na zegarek wiszący nad drzwiami Scott'a i szybko wyskoczyła z łóżka. Dochodziła druga w nocy.
- Kira idziesz? - nie patrząc na przyjaciółkę zaczęła zbierać swoje rzeczy z ziemi, m.in. torebkę i klucze od mieszkania.
Kitsune przez chwilę przyglądała się Scott'owi i w końcu pokręciła głową.
- Pomogę chłopakom. Może razem coś wymyślimy - uśmiechnęła się delikatnie.
Martin wzruszyła ramionami łapiąc pęk kluczy w dłoń. Czekała ją półgodzinna droga do domu. Scott pomachał przyjaciółce, a Stiles ociężale zwlókł się z łóżka.
- Podwiozę Lydię i zaraz wrócę.
- Nie prosiłam o pomoc, panie Szeptem Uciszę Przypadkową Laskę z Buszu, bo Jestem Taki Super - burknęła schodząc po schodach.
Stilinski uparcie brnął za nią o mało nie wpadając na kwiaty pani McCall.
- Przepraszam, co to miało znaczyć? - spytał wpatrując się w jej podskakujące blond-rude fale.
Lydia przystanęła na chwilę i potrząsnęła głową delikatnie.
- Nic. Już nic. W sumie okej, odwieź mnie. Miejmy to za sobą.
Stiles wzruszył ramionami wyjmując klucze od niezawodnego Jeepa.
- Jak chcesz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz