Lydia z przygryzioną wargą wpatrywała się w pustą przestrzeń. Za oknem była straszna ulewa. Drzewa łamały się, a błyskawice oślepiały. Stiles ledwo dawał sobie radę za kierownicą.
- Stój- szepnęła w końcu Lydia.
- Nie mogę. Widzisz co się dzieje?
- Stój!- wrzasnęła i ścisnęła mocno siedzenie pasażera, aż jej palce zrobiły się zimne i sine.
- Lydia, uspokój się. Już staję- spojrzał na nią z przejętym wzrokiem. Zjechał na jakąś wąską dróżkę, która prowadziła do lasu.
Lydia odetchnęła.
- Czuję... Czuję coś złego. Coś złego się tu dzieje.
- Znowu te twoje supernaturalne moce się odezwały?
Martin wyszła bez słowa z samochodu zostawiając otwarte drzwi. Do samochodu zaczęły wpadać duże krople deszczu.
- Lydia!- wrzasnął zdenerwowany Stiles. Wyszedł z samochodu aby zamknąć drzwi.- Lydia wracaj! Nie będę ciebie szukać po lesie w nocy...- zamknął drzwi. Wyłączył silnik, ale zostawił zapalone światła, na wypadek gdyby nie mógł wrócić. Ruszył za nią.
Lydia nie wiedziała gdzie idzie, ale podświadomie wiedziała czego szuka.
Ciała.
Martwego ciała.
~*~
Scott siedział na fotelu w swoim pokoju. Zapadła niezręczna cisza odkąd Stiles i Lydia wyszli. Kira oglądała ściany jakby znalazła w nich coś ciekawego.
- No- burknął Scott i położył się na łóżko patrząc na dziewczynę.- Co tam?
Yukimura zmieszała się.
- Po staremu- pokiwała głową.- A u ciebie?
- Te-e-e-ż.
Kira zaśmiała się drętwo.
- Pójdę po sok do kuchni, okej?
- Tak, pewnie idź- uśmiechnął się Scott, a gdy dziewczyna wyszła rzucił poduszką o ścianę.- Scott, ty idioto!
~*~
- Coś tu cuchnie- stwierdziła Lydia odgarniając przemoczone włosy.
- To ja! Nie mam wody w domu od tygodnia, a miałem dziś trening i nie zdążyłam się umyć.
- O fuj! Stiles!- odsunęła się obrzydzona Lydia.- Jak ty myjesz zęby?
- Wie-e-sz...- zaśmiał się nerwowo Stiles.- Jadę na miętówkach.
- Zaraz zwymiotuję- odrzekła Martin i zakryła dłonią usta.
Wędrowali jeszcze z trzydzieści minut. Zdawałoby się, że zataczali kółka, aż w końcu na coś natrafili. Coś zimnego w dotyku, bez ani jednej iskierki życia.
- S...Stiles- Lydia przełknęła ślinę i ustała sztywno przed drzewem. Przykucnęła i zaczęła macać ręką powierzchnię. Wrzasnęła.
~*~
Yukimura zeszła do kuchni po pomarańczowy sok. Chciała tym uniknąć niezręcznej atmosfery. Podeszła do lodówki i wyciągnęła dwulitrowy karton. Wyjęła szklankę, nalała soku i oparła się o blat koło lodówki. Naprzeciw niej leżała koperta. Zaklejona. Bez nadawcy i odbiorcy. Jedynie łaciński napis. Znała to już. Przerabiała z Lydią, ale co ta koperta robiła tutaj? Zagryzła wargę i odstawiła szklankę. Podeszła do koperty i już chciała ją wyrzucić.
- Prze...Przecież to nie ta sama... Otworzyć? Nie otworzyć? Nie powinnam... Ale to dla naszego dobra. Uhm, dobra, otworzę!- szepnęła, ale pierw przeczytała napis na kopercie.
Et hoc est illud
A to znała. Znała bardzo dobrze, ale wolała się upewnić. Wybrała numer do Lydii, lecz nikt nie odbierał.
- Znakomicie... Kiedy jej potrzebuję, to zawsze jej nie ma.
Wpisała frazę w wyszukiwarkę. Wszystko było jasne. To znaczyło: A przecież ta pierwsza, jest tą ostatnią.
Wyjęła kremową kartkę drżącymi dłońmi. Łzy napływały do jej oczu. A na kartce widniało grubym drukiem imię: Allison.
Kira rozpłakała się cicho na środku kuchni.
- Dlaczego ona wciąż wraca?!- cisnęła kartką przez kuchnię. Była ciężka, więc bez problemu wzbiła się do lotu. Chciała zrobić to samo z kopertą, ale... Właśnie, ale. W kopercie znajdowało się szklane pudełeczko na kształt probówki. W środku była bezbarwna ciecz przypominająca wodę. Odkręciła malutki koreczek i powąchała.
Woda.
Ale? Po co ktoś miałby komuś wysyłać wodę?
~*~
- Uspokój się, Lydio! Uspokój się!- złapał ją za nadgarstki i delikatnie potrząsnął. Dziewczyna rozpłakała się i zaczęła wrzeszczeć. Obwiniała się.
- Gdybym wcześniej coś usłyszała. Gdybym wcześniej coś zobaczyła- kiwała przecząco głową obwiniając samą siebie za śmierć kobiety.
- Lydia!- krzyknął.
- Nie, nie...- dziewczyna ogłupiała. Miała pusty wzrok, jakby odplynęła, nie była w tym świecie.
- Lydio! Na moje oko, ona nie żyje już z 7 dni, spokojnie.
- Siedem dni. Siedem dni i nic nie zauważyłam...- zaczęła brać duże ilości powietrza do buzi.
Atak paniki.
- Lydia, Lydia. O Boże, masz atak paniki... ehm, co tu zrobić, co tu zrobić?
Chłopak sam zaczął panikować. Pamiętał co zrobiła kiedyś Lydia, kiedy to on miał atak paniki. Musi wstrzymać jej oddech.
Bez zastanowienia przylgnął do niej wargami i mocno ją objął. Przymknął oczy, a ich pocałunek trwał blisko minutę. W końcu oderwał się od niej i spojrzał w jej zeszklone oczy.
- Stiles... Czemu to zrobiłeś?
- Bo miałaś atak paniki i wiesz, powiedziałaś kiedyś, że wstrzymanie oddechu pomaga- powiedział to jednym tchem.
Martin uśmiechnęła się i pokiwała głową. Z jej ust wylatywała para. Stała w przemoczonej sukience i tenisówkach, a Stiles w podkoszulku i dżinsach. Na dworzu bylo blisko zero stopni.
- Dziekuję- przyłożyła oziębłą rękę do jego policzka.- Naprawdę- cmoknęła go w usta niczym czterolatka swojego brata, po czym odwróciła się do ciała.
- To co z nią robimy?
Spytała spoglądając na Stiles'a. Na jego widok zrobiło jej się cieplej na sercu. Coś mocniej zabiło. Coś silnego uderzyło do jej głowy. Uśmiechnęła się pod nosem. Teraz nawet trup nie jest w stanie jej wyprowadzić z równowagi.
Ponieważ mieli splecione dłonie.
~*~
Yukimura wytarła łzy i poprawiła włosy. Usiadła na stołku w oświetlonej kuchni i przyglądała się substancji.
Do drzwi ktoś zapukał trzy razy i dwa razy zadzwonił dzwonkiem.
Stiles.
On tak zawsze robił.
Otworzyła drzwi i zaskoczona uniosła brwi.
- Stiles? Aż tak padało?
Chłopak kiwnął głową i uśmiechnął się w dziwny sposób.
- Chodź, wejdź, zrobię Ci herbatę i pójdziesz się wysuszyć do Scott'a na górę.
Chłopak złapał Yukimurę za ramiona i ścisnął mocno. Powiedział zachrypniętym głosem.
- Jest Scott?
- No, tak. To jego dom- otworzyła oczy w zdziwieniu. Co się z nim stało?
- Dobrze- uśmiechnął się niebezpiecznie jak na Stiles'a i ruszył na górę zostawiając za sobą mokre place.
Odwrócił się stojąc na schodach.
- Z dwiema łyżeczkami cukru- dodał.
Miał strasznie podkrążone oczy i podarte ubranie.
- Może chcesz z cytryną i miodem? Nie wyglądasz dobrze.
- POWIEDZIAŁEM Z DWIEMA ŁYŻECZKAMI CUKRU!- wrzasnął na cały dom, a lustro aż zadrżało.
Yukimura przełknęła ślinę i przytaknęła głową.
- W porządku.
Stiles, bądź ktoś o jego wyglądzie, ruszył na górę.
- Nie jesteś Stiles'em- mruknęła pod nosem.- Stiles słodzi pięć łyżeczek odkąd skończył cztery lata- burknęła przez zaciśnięte zęby.
Głos Stiles'a odezwał się w jej głowie.
- A teraz skończyłem siemnaście i piję z dwiema.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz